Poniższy tekst jest tłumaczeniem na język polski artykułu „Against all conservatism, the women’s struggle in Manbidj” autorstwa Loez, który powstał w kwietniu 2018 roku, a pierwotnie ukazał się na portalu kedistan.net w listopadzie 2019. Autorem tłumaczenia jest Rafał Rudnicki z Kurdystan.Info.
Zbliża się maj, a nad zakurzonymi arteriami Manbidż, miasta które odzyskało swój wigor po wyzwoleniu w 2016 roku przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), zbierają się szare chmury.
Na jednym z głównych bulwarów tylko dyskretny napis w językach arabskim, kurdyjskim, turkmeńskim i czerkieskim wskazuje, że znajduje się tu miejscowe Zgromadzenie Kobiet. Wejścia do niego bronią betonowe bloki i uzbrojone straże lokalnych sił bezpieczeństwa.
„Początki były trudne. Weźmy pod uwagę piętno, które odcisnęły na mieście, władające nim poprzednio organizacje [chodzi o ISIS i inne islamistyczne frakcje] „ – tłumaczy po arabsku Mahera, energiczna trzydziestolatka, otoczona przez kilkanaście innych kobiet w różnym wieku i o różnym pochodzeniu etnicznym.

„Wyzwolenie miasta sprawiło, że ludzie przychylnym okiem zaczęli patrzeć na SDF. Towarzysze chodzili pukając od drzwi do drzwi i zaproponowali mieszkańcom i mieszkankom z każdej społeczności zorganizowanie się i udział we wspólnym zarządzaniu miastem. Kurdyjki, Arabowie, Turkmenki, Czerkiesi, wszyscy jesteśmy zjednoczeni we wspólnej nadziei na demokrację i wolność. SDF przekonała nas, że musimy działać razem. Zorientowaliśmy się że ten system jest naprawdę demokratyczny i inkluzywny i teraz naprawdę w niego wierzymy.

Po wyzwoleniu, SDF stanęło przed wyzwaniem skupienia różnych społeczności wokół politycznego projektu Autonomicznej Administracja Północnej i Wschodniej Syrii [Rożawy].Miasto to prawdziwa etniczna i językowa mozaika. Społeczność, która go zamieszkuje to w około 70% Arabowie, 20% Kurdowie, 5% Turkmenii i niewielka liczba Czerkiesów. Linie podziału są silne, co jest skutkiem plemiennej i konserwatywnej polityki prowadzone przez reżim syryjski, a następnie trzyletniej okupacji Manbidż przez ISIS, które traktowało miasto jako swoją twierdzę.


„Bardzo trudno jest tu coś zmienić. Praca przy tym jest ekscytująca, to prawdziwe wyzwanie” – mówi z błyszczącymi oczami Nergiz Ismayil. Jest dynamiczną szefową Akademii Kobiet w Manbidż od momentu jej otwarcia. Na terenach kontrolowanych przez autonomiczną administrację, reprezentowaną tu przez Radę Cywilną Manbidż, akademie są miejscami szkolenia politycznego. Kobiece akademie odgrywają szczególną role. Jak wyjaśnia Nergiz:
„Pierwszą zasadą samoobrony kobiet jest edukacja. Organizujemy różne zajęcia, kursy, dyskusje na temat kobiet, dzieci, rodziny, ale także np. historii. Wcześniej kobiety utrzymano w nieświadomości. Uczono je akceptacji patriarchalnej mentalności. Przemoc, jakiej doznają kobiety, jest przez nie powielana w domach w stosunku do własnych dzieci. To właśnie ta mentalność musi zostać zmieniona. Kobiety muszą odbudować własną tożsamość. Wyzwolenie nie polega na upodobnieniu się w zachowaniach do mężczyzn, bo oni są również przez ten system zniewoleni. Musimy wyzwolić zarówno kobiety, jak i mężczyzn. “

Na razie Akademia mieści się w dyskretnym budynku na obrzeżach Manbidż. Nie wszyscy pogodzili się z tym, że kobiety mają własne miejsce spotkań. „Nie było oficjalnej skargi. Mężczyźni, którym to przeszkadza, nie mają odwagi, aby głośno wyrazić sprzeciw. Część z nich udaje, że akceptuje nowy system, nawet uczestniczy w pracach administracji, ale nadal bije swoje żony w domu. Fundamentalnym problemem jest mentalność. Kobiety były postrzegane jako przedmioty, a mężczyźni, którzy tak na nie patrzyli, teraz nie chcą zaakceptować, że są im równe. Jeśli nawet przemoc fizyczna nie objawia się już publicznie, jak za czasów ISIS, przemoc werbalna i psychiczna jest wciąż obecna. Ale rozumiemy tych mężczyzn i że problem tkwi w ich edukacji. Nie staramy się ich umniejszać, chcemy też ich edukować i uczestniczyć w budowaniu ich świadomości.”
Po tym wstępie Nergiz zaprasza nas do środka. Akademia Kobiet to zwykle miejsce przeznaczone wyłącznie dla kobiet. Mówi z uśmiechem: „Dla niektórych z tych kobiet przebywanie w jednym pokoju z nieznajomym mężczyzną to także duża zmiana. Zadawanie im pytań, pokazywanie, że się nimi interesujemy, jest ważne, wzmacnia ich poczucie wartości. To także sposób na rozpoczęcie rewolucji. Zaproszenie do Akademii Arabek, Turkmenek i Czerkiesek było trudne, ponieważ tutaj patriarchat i przemoc domowa są tak mocno zakorzenione w kulturze. Mężczyzna, który nie bije żony, jest uważany za słabego. Dużo rozmawiamy z kobietami w każdej grupie. Nie próbujemy z góry narzucać naszych poglądów. Jeśli kobieta mówi nam, że mężczyźni są lepsi od kobiet, nie sprzeciwiamy się jej, ale zapraszamy ją do wspólnych działań, mając nadzieję, że sama przekona się, że może być inaczej i często tak się dzieje”.
We wnętrzu niewielkiej klasy szkolnej oświetlonej rozproszonym światłem dochodzącym zza zasłoniętych okien, siedzi dwadzieścia kobiet w różnym wieku. Przed nimi, przy tablicy pokrytej arabskimi zdaniami, stoi młoda kobieta z ruchu młodzieżowego prowadząca prelekcję. Na ścianie wiszą zdjęcia męczennic z Manisz, które poległy w walce z ISIS, oraz plakaty z ważnymi postaciami ruchu kobiecego różnego pochodzenia. W centrum znajduje się portret Abdullaha Ocalana. „Nie istnieje wolności bez wolności kobiet” – to słowa lidera PKK, który uczynił je filarem swojej politycznej teorii demokratycznego społeczeństwa. Nieco później kurdyjski ruch kobiecy rozwinął koncepcję jineologi, dosłownie „nauki kobiet”, aby opracować teorię i sposób jej wdrożenia.
Siadamy. Nergiz wyjaśnia uczestniczkom powody mojej obecności. Rozpoczyna się ponad godzinna dyskusja. Kobiety, chcące coś dodać, wstają i wypowiadają się. Na początku jest ich niewiele, ale w miarę upływu czasu prawie wszystkie spontanicznie biorą udział w dyskusji. Za każdym razem Nergiz komentuje dodając jakieś elementy dotyczące ich życia.

Jako pierwsza głos zabiera młoda kobieta w wieku ok.20-30 lat imieniu Thawra, co po arabsku znaczy „rewolucja”. Młoda kobieta studiowała teologię i żyła pod okupacją ISIS.
„Wcześniej nic nie wiedziałem o kobietach. Nie znałam siebie. Byłam traktowana jak przedmiot. Nie mogłam wypowiadać się publicznie. Studiowałam, ale dopiero tutaj zdałam sobie sprawę, jaką byłam ignorantką. Nie wiedziałam, że mogę odgrywać jakąkolwiek istotną rolę w społeczeństwie. Nie zdawałyśmy sobie sprawy, że jesteśmy istotami ludzkimi, a nie maszynami do robienia dzieci. Zrozumiałam, że byłam traktowana jak zasób. Tutaj kobiety z różnych środowisk spotykają się i rozmawiają ze sobą, uczą się od siebie. Bardzo podobały mi się te kursy, a teraz chciałbym, aby odbywały się w innych miejscach, również na wsi”.
Zemzem, lat 24 dodaje, „Pochodzę ze wsi. Uczono mnie, że wieśniacy są ignorantami i że wykształceni są tylko mieszkańcy miast”. Kobieta po pięćdziesiątce kończy ten wątek: ” Wcześniej myślałem, że kobiety wykształcone i niepiśmienne nie mogą być razem. Ale tu zobaczyłam, że to możliwe. Teraz zdaję sobie sprawę, że kobiety z różnych środowisk mogą ze sobą współpracować”.
„Chcę podkreślić”, mówi dwudziestoletnia Suzanne, „że uczyłam się w starym systemie w szkole publicznej, ale był on bardzo konserwatywny. Nie można było się nie zgadzać z nauczycielem.”
Kobieta po czterdziestce przyszła z jedną ze swoich córek. „Dzięki temu, czego się tutaj nauczyłem, chcę teraz lepiej edukować moje dzieci”.
17-letnia Fatma jest współprzewodniczącą komuny [najniższa jednostka administracji lokalnej w Rożawie] w swojej wsi i zajmuje się problematyką przemocy ze względu na płeć. Trochę onieśmielona, opowiada. „Zanim tu przyszłam, niewiele wiedziałem o kobietach. Słyszałem o Akademii i towarzyszce Nergiz i postanowiłem się z nią spotkać. Kiedy tu trafiłam i zobaczyłam wszystkie te kobiety z różnych środowisk razem, aż zaparło mi dech w piersiach. Bardzo trudno jest uczestniczyć w tych zajęciach. Kiedy tu przychodzisz, jesteś na cenzurowanym w społeczności. Ja miałam o tyle lepiej, że mój ojciec znał ruch. Kiedy SDF nas wyzwoliła w 2016 roku, zaczął studiować ich ideologię i podziwiał ich. Kiedy tu przyjechałam, przyprowadziłam ze sobą cztery inne kobiety. Od tego czasu wieś uważa mnie za czarownicę. Kiedy zostałam współprzewodniczącą gminy, myślałam o popełnieniu samobójstwa z powodu presji otoczenia. Otrzymałam nawet groźby śmierci od najemników pracujących dla armii tureckiej. Ale chcę pokazać dziewczynom w moim wieku, że można brać udział w Akademii”.

W regionie Manbidż wpływy plemienne są większe na obszarach wiejskich niż w mieście. Szkolenie w Akademii trwa 20 dni, a ostatni dzień przeznaczony jest na szybkie przeszkolenie wojskowe. Po zakończeniu większość uczestniczek planuje podzielić się tym, czego się dowiedziała o sobie z innymi. Shadia: „Jestem nauczycielką i pracuję w archiwum. Po ukończeniu szkolenia zamierzam przekazać to czego się tu nauczyłam kobietom, które ze mną pracują. Nauczyłem się tutaj trzech rzeczy: etyki, duchu siostrzeństwa i pokory.”

Te kobiety są zdeterminowane, aby bronić wolności, którą wywalczyły. „Zrozumiałam tutaj, że kobiety mają prawdziwą władzę. Byłyśmy uciskane przez system, ale teraz możemy coś zmienić” mówi kobieta po trzydziestce. Ale to trudna i codzienna walka. Malek jest współprzewodniczącą gminy: „Pochodzę z bardzo konserwatywnej wsi, rewolucją jest dla mnie bycie w tym miejscu, ale to bardzo trudne. Mąż codziennie mnie bije. Bije po twarzy, bo działam w komunie i biorę udział w rewolucji. Chcę, żebyś to wiedział. Rewolucja jest trudna”.

W przypadku przemocy domowej kobiety mogą znaleźć wsparcie w Domu Kobiet (Mala Jîn), miejsca stworzonego do walki z przemocą domową i małżeńską oraz obrony praw kobiet.
Shilan, kierowniczka Domu, wyjaśnia: „Naszym zadaniem jest rozwiązywanie problemów kobiet. Dotyczą one głównie kwestii rodziny i małżeństwa. Na przykład: wcześniej mężczyźni mogli mieć do czterech żon, co było źródłem konfliktów. Innym przedmiotem konfliktu jest opieka nad dzieckiem. W przypadku dzieci poniżej 15 roku życia trafią do matki, a starsze do ojca. Wreszcie mamy do czynienia z przemocą domową. Jeśli przychodzi kobieta i mówi, że była maltretowana, szukamy dowodów, w razie potrzeby przeprowadzamy badania lekarskie i doprowadzamy sprawę do wymiaru sprawiedliwości. W jednej sprawie interweniujemy maksymalnie trzy razy. Jeżeli pod trzeciej interwencji nic się nie zmienia, przesyłamy akta sprawy do sądu. Następnie wspieramy kobietę w postępowaniu sądowym. Początkowo miałyśmy do 150 przypadków miesięcznie. Ale ta liczba stopniowo maleje, w tym miesiącu było ich tylko 80. Chcemy prowadzić więcej projektów, otwierać kolejne domy oprócz istniejących trzech, ale potrzebujemy wsparcia finansowego z zewnątrz.”

Przyjechała z mężem do domu kobiet w poszukiwaniu wsparcia.
Jihan słucha i rozmawia z obiema stronami, próbując znaleźć rozwiązanie.
W razie potrzeby Dom Kobiet może liczyć na pomoc oddziału kobiecego Asayish, czyli sił bezpieczeństwa wewnętrznego. Asayishki wykonują te same zadania, co ich męscy odpowiednicy, ale zajmują się również bardziej szczegółowo problemami kobiet. Spotykamy Fatwę, Hanane, Fadię i Rym w siedzibie Asayish. Wszystkie mają od dwudziestu do trzydziestu lat, część jest Kurdyjkami, a część Arabkami. Ich dowódczyni to kobieta po czterdziestce, o silnych rysach bojowniczki, która spędziła lata w górach wśród partyzantów PKK. Przywołana gdzie indziej przez swoje obowiązki, pozwala nam rozmawiać sam na sam z młodymi kobietami.

„Miałyśmy do czynienia z wieloma problemami małżeńskimi. Pary kłóciły się głównie o dzieci. Raz gdy byłyśmy na patrolu, podeszła do nas zapłakana kobieta, prosząc o pomoc w odzyskaniu dzieci zabranych przez ojca” opowiada Rym.
Fatwa, patrzący prosto przed siebie, stanowczym głosem kontynuuje ten wątek: „Jeśli kobieta ma problemy małżeńskie i chce się rozwieść, mamy dwa rozwiązania. Albo wysyłamy je do sądu, gdzie sędzina zajmuje się ich sprawą, albo wysyłamy je do Domu Kobiet, który organizuje dalszą postępowanie między sądem a Asayish. Kilka dni temu mieliśmy sprawę jednej z moich towarzyszek z Asayish, która chciała się rozwieść. Była w domu, kiedy jej mąż przyszedł zabrać dzieci. Chciał ją uderzyć. Udało jej się skontaktować ze mną mówiąc, że nie może wyjść, bo mąż jej grozi. Szybko interweniowałyśmy. Kiedy ich tu przywieźliśmy, zaczął się wszystkiego wypierać mówiąc, że po prostu chce ich wszystkich razem. Ale jego żona powiedziała, że kłamie, że ją bije i chce ją zmusić do porzucenia naszych szeregów, zgodnie z tradycją w której kobieta zostaje w domu i zajmuję się dziećmi. Ale nasza towarzyszka już znalazła swoje miejsce na ziemi i w społeczeństwie, więc odeszła od męża i na dodatek zachowała swoje dzieci”.

Fadia jest w drogówce. Opowiada z lekkim wahaniem: „Na początku ludzie dziwnie na nas patrzyli. Asayishki sprawiły, że inne kobiety chcą je naśladować. Każdego dnia nasza liczba rośnie. Zmienił się sposób, w jaki ludzie na nas patrzą, zwłaszcza ze strony klanów. Zaczęli wysyłać swoje córki, żeby do nas dołączyły. Stało się to dla nich źródłem dumy. “
Hanane dodaje: „W dzisiejszych czasach kobiety odgrywają bardzo ważną rolę w społeczeństwie. Po wielu latach cierpienia możemy wreszcie osiągać swoje cele”. Opowiada historię, którą bezpośrednio przeżyła. „Mieszkałyśmy na prowincji i kobiecie nie wolno było wstępować do żadnych organizacji, a tym bardziej do sił zbrojnych. Miałam przyjaciółkę, która chciała do nas dołączyć, ale jej rodzina była temu przeciwna. Zamknęli ją w domu. Dowiedziałam się o tym, podjęłyśmy interwencje i ona jest z nami dzisiaj. Pogodziła się też z rodziną”.
Młode kobiety, zaciągają się do wojska z różnych powodów, nie tylko ekonomicznych.
„Cierpienie, którego doświadczyłyśmy, gdy ISIS kontrolowało nasze miasto, bardzo mnie zmieniło”. mówi Fatwa, patrząc smutno. „Widok kobiety ukamienowanej na śmierć jest nie do zniesienia, a widziałam to na własne oczy. Wszystko to nastawiło mnie przeciwko ISIS, przeciwko ich niesprawiedliwości. Kiedy przejęli kontrolę nad Manbidż, zaczęli brać dziewczyny. Próbowali je skłonić, aby realizowały ich potrzeby, a te które nie chciały robić tego dobrowolnie były do tego zmuszane. Na przykład mężczyzna w wieku 60 lat brał za żonę dziewczynę w wieku 13- 14 lat. Jeśli został zabity, dziewczyna została sama, bez jakiejkolwiek przyszłości. Wszystko to zachęciło nas do wstąpienia do SDF”
Fadia dodaje: „Moja matka była więźniarką ISIS i kiedy poszliśmy się z nią zobaczyć, zagrozili, że nas też wsadzą do więzienia. Nie mogliśmy nic powiedzieć, nikogo nie szanowali. Powiedzieli rodzicom: nie pozwól swoim córkom wychodzić do miasta ubranym w dżinsy i T-shirty! Kiedy zobaczyłam kobiety Asayish na posterunkach kontrolnych w mundurach, chciałam do nich dołączyć. Moim zdaniem kobiety mogą pracować w każdej branży, czy to we władzach, wojsku czy prasie”.
Dla Hanane „możliwość dołączenia do Asayish, to duże osiągnięcie dla kobiet. Wcześniej to mężczyźni decydowali co robią kobiety i jako jedyni mogli pracowali. Ale tutaj swoją pracą udowadniamy, że kobiety potrafią radzić sobie równie dobrze jak mężczyźni, a nawet lepiej. Jeśli jesteśmy tu dzisiaj, to dlatego, że kochamy nasz kraj”.

Rym dodaje: „Kobiety przez długi czas cierpiały z powodu niesprawiedliwości, mogły tylko opiekować się dziećmi. Nie miały prawa głosu i decydowania. Jestem tu aby walczyć z tą niesprawiedliwością”.
Aby umożliwić emancypację, ruch kobiecy tworzy na wszystkich terytoriach kontrolowanych przez Autonomiczną Administracje Północnej i Wschodniej Syrii [Rożawy] dedykowane im równoległe struktury zarządzania odpowiadające na różne potrzeby kobiet.
Oprócz Asayish, Akademii czy Domu Kobiet, Zgromadzenie Kobiet koordynuje również inne projekty realizowane w ramach struktur lokalnej administracji. W Manbidż Zgromadzenie zostało powołane do życia w 2017 roku. „Celem Zgromadzenia Kobiet jest troska o potrzeby kobiet. Aby je poznać, będziemy chodzi od domu do domu”. mówi Hevi. „W zeszłym roku jednym z największych problemów kobiet były kwestie ekonomiczne”.

Nadia jest po pięćdziesiątce i jest Turkmenką. Porozumiewamy się w języku tureckim bez tłumacza. Podsumowuje to, co powiedziały wcześniej zgromadzone w klasie kobiety. „Za czasów ISIS nie wiedziałyśmy, kim była kobieta. Kiedy istniało ISIS, kobiety nie istniały. Kobieta była poniżona i uległa. Kobieta była postrzegana jako narzędzie reprodukcyjne. Ale po nadejściu demokracji wszystkie kobiety pokazały że istnieją. Wszystkie jesteśmy takie same. Nie ma Kurdyjek, Turkmenek czy Arabek. Pracujemy razem, dyskutujemy razem, wszystkie mamy te same problemy. Któraś może mieć problemy z mężem, z rodziną, ale teraz pokazuję, że istnieję i ma swoją podmiotowość. Inaczej niż kiedyś, dziś kobiety znają swoje prawa”.
W skład Zgromadzenia wchodzi dwadzieścia kobiet w różnym wieku, podzielonych na cztery komisje: ekonomii, edukacji, pracy socjalnej… „Gminy są w trakcie tworzenia. Istnieje potrzeba, aby kobiety objęły stanowiska współprzewodniczących [w systemie politycznym Rożawy każde stanowisko zarządcze musi być sprawowane naraz przez kobietę i mężczyznę]. Chcemy dojść do tego, co udało się osiągnąć w kantonie Cizire. Niezbędne jest zarówno zaspokajanie potrzeb kobiet, ale też praca nad samoorganizacją. Zgromadzenia Kobiet działają niezależnie, ale ich praca przyczynia się do powstania szerszego systemu zarządzania. Na przykład komisja ds. edukacji przygotowuje się do odwiedzenia uchodźców z Efrîn, aby zaoferować kobietom udział w zajęciach z jineologi” wyjaśnia Hevî.

Fatma: „Minęło 20 miesięcy od utworzenia komuny [najmniejszej jednostki administracji terytorialnej] i tam pracuję. Chcę pomagać ludziom, zwłaszcza kobietom. Najpierw ludzie żyli pod reżimem Assada, potem przyszli terroryści. Wszyscy dostrzegamy różnicę. System w Manbidż jest nadal bardzo plemienny. Na razie w gminach liczy się to, kto może wykonać tę pracę”.

Komisja do spraw gospodarki ma osobna siedzibę. Jest odpowiedzialna za znalezienie źródeł zatrudnienia dla kobiet, aby mogły się same utrzymywać, niezależnie od męża czy rodziny. Dwa główne sektory gospodarki w Manbidż to rolnictwo i handel.

Kobiety pracują przed wszystkim w rolnictwie, ale są słabo opłacane. Ich obecność w handlu jest natomiast niewielka. „Nawet jeśli studiują biznes, kończą jako nauczycielki”. mówi Ihtissar. Komisja otworzyła małą spółdzielczą restaurację prowadzoną przez kobiety. Teraz planuje założyć fabrykę tekstyliów. Chętnych do pracy tam nie brakuje, w przeciwieństwie do źródeł finansowania. Ruch kobiecy rozwija działalność gospodarczą kobiet w oparciu o projekty spółdzielcze. Z powodu braku zasobów w Manbidż nie są one jeszcze mocno rozwinięte w przeciwieństwie do takich regionów jak Cizire i Kobanê.

Manbidż jest interesującym przykładem ekspansji projektu politycznego ruchu kurdyjskiego na wszystkie społeczności w północnej Syrii. Oczywiście zmiany nie przebiegają gładko. Plemiona nie zawsze są zadowolone z utraty swoich wpływów ani ze zmian społecznych, jakie przynoszą samorządy zwłaszcza w kwestii emancypacji kobiet. W styczniu i marcu 2018 r. część plemion z okolic Manbidż zorganizowało demonstracje, domagając się powrotu syryjskiego reżimu, z którym współpracowały przed wojną domową. Inne mają powiązania z protureckimi grupami dżihadystów, których pozycje od miasta są oddalone o zaledwie 20 km. Kilka razy w tygodniu siły bezpieczeństwa są atakowane. Za tymi próbami destabilizacji stoi Turcja, ale niektórzy zwracają też uwagę na zaangażowanie reżimu. Turcja wciąż grozi atakiem na Manbidż. Na chwilę obecną [rok 2019] koalicja francusko-amerykańska, sprzymierzona z SDF, wzmocniła swoją obecność wojskową w okolicy, aby odwieść swojego sojusznika z NATO od wprowadzania w życie gróźb inwazji i zapewnić stabilność Radzie Cywilnej w Manbidż. Ale nie wiadomo jak długoterminowe jest ich zaangażowanie [obecnie tzn. na koniec 2021 sił amerykańskich już tak nie ma, zastąpili je Rosjanie wraz z wojskiem Assada, choć wciąż faktyczną kontrole sprawuję tam SDF].
W obliczu tych zagrożeń autonomiczna administracja Manbidż stara się być jak najbardziej inkluzywna. Na ścianach widnieje głównie portrety z podobizną Abu Layli [lokalny przywódca z mieszanej kurdyjsko-arabskiej rodziny], charyzmatycznego założyciela Rady Wojskowej Manbidż, śmiertelnie rannego w walkach z ISIS wokół miasta w czerwcu 2016 r., podczas gdy wizerunek Abdullaha Öcalana [założyciel PKK, główny ideolog demokratycznego konfederalizmu wprowadzonego w Rożawie], powszechny w innych miejscach, tu jest umieszczany znacznie dyskretniej, choć również można go gdzieniegdzie zobaczyć, w tym w przerobionej w photoshopie wersji w tradycyjnym arabskim stroju.

Obecni tu aktywiści z ruchu kurdyjskiego pochodzą z regionu i mówią płynnie po arabsku. Jeśli nawet, póki co zajmują kluczowe stanowiska, głównie na poziomie regionalnym, stają się coraz mniej widoczni, szczególnie na poziomie lokalnym, gdzie ich obowiązki są powierzane uprzednio przeszkolonym mieszkańcom. Jest to krok w kierunku demokratyzacji, która może w pełni nastąpić tylko w perspektywie długoterminowej i w bardziej pokojowych warunkach. Administracja stara się działać szybko w swoich próbach włączania wszystkich mieszkańców i zakorzenić się w społeczności. Może liczyć w tym na wsparcie kobiet, które przekonał się do nowego projektu politycznego i nie zamierzają zrezygnować z ciężko wywalczonej wolności.
„Teraz wiem, czego chcę” mówi Nadia. „Jakie są moje prawa i moje pragnienia. Mój stosunek do świata. Wcześniej sprowadzało się do: zajmujesz się domem, przygotowujesz jedzenie, rodzisz dzieci. Ja też siedziałam w domu gotując i opiekując się dziećmi oraz mężem. Po nastaniu demokracji to się zmieniło. Teraz wiem, że mam cel”

Zebranie wszystkich społeczności wokół tej inicjatywy zajęło rok.

